Możliwa droga ewolucji antagonizmu Polsko-Niemieckiego

 

Franciszek Kowar

Obecna postać stosunków międzynarodowych przechodzi lub już jest w fazie tworzenia się lub uwidocznienia nowych centrów siły na „wyspie świata” (Euro-Azji) i poza nią. Kładzie to na barki ludzi pełzającą świadomość konieczności ustosunkowania się do kwestii, które były wcześniej uregulowane przez liberalny system konstruktywistycznych rozwiązań. Osadzone one były i są w liberalno-instytucjonalnemu spojrzeniu na stosunki międzynarodowe, wsparte realną siłą, przewagą zachodu, w szczególności USA nad innymi geopolitycznymi centrami. Innymi słowy ludziom ponownie zaczyna historia „zaglądać” do oczu, lub to oni do niej wracają. Nie oznacza to jednak, że system międzynarodowych instytucji przestał istnieć. Schodzi on na drugi plan, a przez to bardzo dużo analityków oceniających sytuację międzynarodową. Powoduje to utratę z pola widzenia faktu istnienia wiary w konstruktywizm i liberalizm w umysłach znacznej ilości decydentów świata zachodniego i nie tylko. Czynnik ten hamuje na pewien czas trendy będące częścią krajobrazu zmiany struktury ładu światowego.

W naszej części świata oznacza to zmianę dynamiki relacji pomiędzy członkami UE i Rosją i USA. Na horyzoncie jawi się powrót opcji kontynentalnej w polityce europejskiej. Opcje kontynentalną rozumiem, jako konsolidacje UE w kierunku federacyjnym i zawiązanie bliższych, zaawansowanych więzi polityczno-gospodarczych zarówno z Rosją jak i przede wszystkim z Chinami. Rozpad jedności systemu instytucji scalających Zachód jest rozcieńczany przez decyzje przywódców poszczególnych państw[1]. Reakcją będą decyzje innych przywódców, a także, jako cześć spójnej strategii zapewnienia lepszej lub utrzymania uprzywilejowanej pozycji w międzynarodowym podziale pracy. Weźmy na przykład decyzje prezydenta USA Donalda Trumpa, o ograniczeniu liczby wojsk w Niemczech [2].

Tematem tego artykułu jest omówienie prawdopodobnych scenariuszy, którymi Niemcy mogą chcieć odbudować swoje wpływy na kontynencie i co to oznacza dla Polski.

Charakter niemieckiej polityki wywierania, zdobywania wpływów uległ widocznej zmianie po dwóch Wojnach Światowych. Nazwany ojcem założycielem RFN, Konrad Adenauer zaproponował po wojnie inne podejście zarówno do przyszłości projektu europejskiego jak i sposobu wprowadzania w życie niemieckiego interesu narodowego. Mianowicie poza zmianą kierunku prowadzenia polityki orientacji z kontynentalną na atlantycką. Kalibracja strategii, dotyczyła też metody wprowadzenia interesów narodowych w życie[3]. Odbywało się to poprzez integracje europejskiej gospodarki i system nowo powstałych instytucji najpierw Wspólnoty Węgla i Stali później Wspólnot Europejskich, a na końcu Unii Europejskiej. Oznacza to, że ekspansja Niemiec nie miała przeciwstawiać się, tak jak dotychczas, tendencjom czy uniwersalizmu łączącego Europę, czy to przez rewolucje protestancką ( wyrwanie się z systemu religijno-admiracyjnego połączonym przez wiarę)[4],lub filozofię idealistyczną ( zmiana podejścia do podstaw pochodzenia cywilizacji, państwa, stosunek do jednostki, zaburzenie poczucia społeczeństwa bycia częścią boskiego ładu tu na ziemi, powolne odejście od klasycznego pojęcia prawdy), czy pruską ekspansję polityczną (wywodząca się z idealistycznego myślenia absolutyzmu, totalizmu i przełożenie jego ducha na koncepcje prowadzenia wojny)[5]. Zjednoczenie Niemiec spowodowało złamanie równowagi pomiędzy mocarstwami Europejskimi[6]. Po drugiej wojnie światowej stan kultury i umysłu Europejczyka wykazywał, że podane wyżej uniwersalia były już w odwrocie. Zamiast tego trzeba było łączyć, a wręcz być w czołówce pionierów trendu jednoczenia gospodarczych oraz politycznych struktur Europy. W ten sposób wraz z „cudem” gospodarczym Niemcy mogli zacząć budować sieć stałego wpływu w krajach europejskich bez oporu, ponieważ ich wpływy i ekspansja przenikały się i rosły razem z postępem integracji europejskiej. Dodatkowo Niemcy będąc pod protektoratem amerykańskim nie mają konieczności zapewnienia swojej armii pełnych zdolności operacyjnych i strategicznych, jakich wymaga ich położenie geograficzne, ze względu na amerykańską obecność wojskową. Unia Europejska wywiera zaś korzystne rozwiązania dla niemieckich koncernów w sferze gospodarczej [7]. Nowa infrastruktura i inwestycje ze środków unijnych mają za zadanie długoterminowe rozpuszczenie tożsamości narodowej Polaków, ich homogeniczności na rodzimym terytorium i spowodowania, aby Polska, czy jakikolwiek kraj nie był samowystarczalny gospodarczo.

Jednak wraz z transformacją międzynarodowego systemu, końca unipolarnej chwili pojawiają się rozdźwięki pomiędzy częściami składowymi „ konstruktu„ zachodu. Oznacza to, że silniejsze państwa narodowe, które w opozycji do słabnącego USA kształtują się na nowe/stare niezależne centra siły przyciągania i bieguny geopolityczne. Wobec tego Niemcy stają przed wyzwaniem zwiększenia swojej niezależności strategicznej od dotychczasowego protektora. Na nowo muszą zdefiniować swoje doktryny zapewnienia interesów narodowych. Jakie są kluczowe interesy Niemiec, chociażby względem naszego regionu? Żeby to zrozumieć należy przyjrzeć się warunkom wewnętrznym Niemiec. Jak warunki geograficzne tworzące cechy gospodarcze Niemiec, mają wpływ na powstanie i rozwój państwa niemieckiego oraz jego potrzeb.

Niemcy i ziemie przylegające są obszarem, w którym zawiera się aktualnie jedna z największych koncentracji majątku na świecie. U podstaw dzieje się tak przez rozległe drogi wodne i rozległe grunty rolne, co daje przewagę w handlu i w innych działalnościach komercyjnych. Wadą położenia geograficznego Niemiec jest ich wrażliwość ze strony sąsiadujących potęg, może za wyjątkiem południa przez graniczenie z Szwajcarią i bardziej górzysty teren.  Północne granice państwa mają charakter otwarty. Poprzez położenia na Nizinie Środkowo Europejskiej i otwarciu na morza: Północne i Bałtyckie. Siedem głównych rzek (Dunaj, Ren, Łaba, Odra, Mozela, Men, Inn, Wezera), które są częścią wewnętrznego systemu żeglugi śródlądowej wpływają na geo-ekonomiczne perspektywy kraju. Na przykład Ren, który wpływa do Morza Północnego, jest najdłuższą w północnej Europie rzeką z aktywnym transportem morskim dostarczającą towary do wnętrza Niemiec. Rzeka i jej dopływy dają dostęp do takich miast, ośrodków handlowych jak Düsseldorf, Essen, Dortmund, Frankfurt i inne. Monachium przez Dunaj połączone jest z Morzem Czarnym. Elba i Wezera łączą wewnętrzne duże skupiska ludności jak Hamburg, Brema i Hanower. Komponent władzy sytemu politycznego jest w Niemczech rozbity. Na przykład siedziba parlamentu znajduje się w Berlinie, ale siedziba sądu najwyższego jest w Karlsruhe. Stan rzeczy wynika z fizycznej lub symbolicznej potrzeby widocznego podzielenia się władzą. Ze względu na długą historię oddzielnych organizmów politycznych będących, co prawda połączonych więzią wspólnej wiary albo interesami. Były one kiedyś jednak oddzielnymi państwami. Od tego czasu elita polityczna zjednoczonych Niemiec musiała pogodzić wiele specyficznych cech poszczególnych regionów. Dlatego też państwo niemieckie ma charakter federalny i można nawet powiedzieć, że obydwie wojny światowe spełniły funkcje przyzwyczajenia, wpięcia się w niemiecką świadomość nowej koncepcji politycznej z 1871 roku i ustabilizowały ją w duchu narodowym. Inne centra władzy w Niemczech to Hamburg, Berlin, Kolonia, Frankfurt i Monachium. Z tego krajobrazu wyłania się pierwszy ważny geopolityczny cel, czyli zachowanie integracji terytorialnej i politycznej jedności kraju. O jedność łatwiej w warunkach dobrobytu. Jest on zapewniany zarówno przez powyżej opisane czynniki dotyczące rzek jak i rozbudowaną infrastrukturę razem z centralnym położeniem w Europie. Wpływa to na obniżenie kosztów transportu towarów, co pozytywnym czynnikiem w konkurencyjności. Objawia się to w postaci pozycji 3 eksportera na świecie. Przewaga w komunikacji i technologii spowodowała to, że w przeszłości Niemcy były w stanie szybciej regenerować swoje siły po wojnach. Ten dobrobyt jest jednak zbudowany niczym dobrze zarządzany system administracyjny. Jedną z konsekwencją stanu rzeczy jest wysoki stopień zróżnicowania stanu posiadania w społeczeństwie niemieckim [8]. Z danych podanych przez Niemiecki Bank Centralny 10% najbogatszych Niemców skupia w swoich rękach 63% majątku niemieckiego. Najuboższa cześć społeczeństwa stanowi 50% populacji Niemiec i nie posiada więcej niż 3% całości majątku narodowego. Zarobki per capita w skali landów wahają się między 22,900 EUR a 79,800 EUR w skali rocznej. Na wadę nierówności w stosunkach społecznych składa się też reintegracja wschodnich Niemiec po zjednoczeniu w 1991 roku[9]. Obecnie wschodnie Niemcy odpowiadają za 15% Niemieckiego PKB, zaś Nadrenia Północna-Westfalia sama odpowiada za 21% PKB.  To po części zasługa komunizmu. Oprócz tego rzeki na zachodzie mają dostęp do bogatych portów zachodnich metropolii w przeciwieństwie do biedniejszych obszarów Europy Środkowej lub Wschodniej, z którym są bardziej połączone systemem rzecznym Niemcy Wschodnie. Pojawia się, więc konieczność ograniczenia konsekwencji nierówności społecznych uderzających w stabilność ładu politycznego Niemiec, co jest celem strategicznym. Ustawy Bismarcka z początku lat 80-tych XIX wieku miały nie tylko powstrzymać wpływy komunistów i zadowolić socjaldemokratów, ale też działając długofalowo na całokształt systemu politycznego Niemiec, miały je stabilizować. Hojna polityka budżetowa wymaga jednak gospodarki ze znacznymi nadwyżkami budżetowymi. Export odpowiada za ponad połowę niemieckiego PKB. 1/3 Z tego eksportu dotyczy państw członkowski UE. Te i inne rynki zbytu są niezbędne, aby zachować model ekonomiczny, który podtrzymuje hojną politykę socjalną. Dlatego też muszą one utrzymać europejską strefę handlu lub obszar podpadający aktualnie pod Unię Europejską, jako rynek zbytu dla swoich towarów. Rynki zbytu dla Niemiec oczywiście nie istnieją tylko na terenie Unii. Jednak żeby mieć dostęp do rynków wschodzących gospodarek potrzeba portów i kanałów, które obsłużą ruch morski. Ważnym dla tego procederu jest Kanał Kiloński, który łączy morza Bałtyckie i Północne uniezależniając Niemcy na tym odcinku od nacisku Danii.

Powiązania Francusko-Niemieckie w ramach integracji europejskiej zabezpieczają zachodnią flankę Niemiec. Polska działa, jako bufor dla Niemiec na wschodzie, jednak bardziej, jako członek NATO, aniżeli równoprawny członek UE o podobnym poziomie rozwoju czy strukturze gospodarki. Co oznacza, ze podstawa współpracy z Polską w dziedzinie bezpieczeństwa (biorąc pod uwagę czynnik siły) nie zależy głównie od Niemiec. Jako, że pierwsze skrzypce gra USA. NATO jest, więc dla Niemiec rodzajem zabezpieczenia przed Rosją (obydwa rdzenie państw leżą na nizinie Europejskiej). Równocześnie stan jest kagańcem, blokadą i zawadą w zabezpieczeniu długofalowych interesów Niemiec w sytuacji rozpadu UE. Rynki zbytu, które leżą blisko w Europie staną się coraz bardzo ważne, szczególnie, jeśli dostęp do rynków zbytu „oceanu światowego„ będzie jeszcze trudniejszy. Może się to stać w przypadku dalszego oziębienie stosunków niemiecko-amerykańskich w wyniku dalszego łamania globalizacji. Konsekwencją będą niepewności, co dostępności rynku zbytu „oceanu światowego”. Trzeba będzie zapewnić ochronę dla swoich statków handlowych, szklaków komunikacyjnych.

Niemcy będą musiały, więc albo odbudować Kriegsmarine do paramentów Deep Water Navy (zdolnej operować na dalekich morzach i oceanach) albo zatroszczyć się o to, aby ich armia lądowa posiadała skuteczną zdolność projekcji siły w Europie Środkowej. Ostatnie lata pokazują jak Niemcy reagują na dynamiczne zmiany w środowisku międzynarodowym; w dylemacie znalezienia, złapania lub, ustalenia własnego ośrodka równowagi. Przykładem zmian jest reakcja na wygraną wyborów (2015 r.) w Polsce przez stronnictwo amerykańskie i zepchnięcie stronnictwa niemieckiego, czy też kontynentalnego do defensywy. Jest ona na tyle głęboka, że na razie na horyzoncie próżno wypatrywać pełnego i skutecznego oddziaływania „niemieckiego softpower”, aby mieć pełną gwarancje realizacji interesów Niemiec, z minimalną koniecznością targowania się z innymi poważnymi graczami.

Skoro poziom skuteczności narzędzi polityki wersji softpower na Polskę systematycznie się zmniejsza, to dla skutecznej realizacji interesów niemieckich w Polsce trzeba albo: przeczekać, aż dotychczasowe instrumenty zaczną znowu działać, skutecznie skalibrować albo zmienić całkowicie „narzędzia”. Pierwsze dwa scenariusze są możliwe, ale jeśli łamanie globalizacji się nie zatrzyma i w Polsce zwycięży stronnictwo, orientacja niepodległościowa to jedyna opcja, która pozostaje Niemcom to wrócić do odbudowania zdolności wojskowych, które zaspokajałyby ich interes narodowy. Stąd dokumenty Bundeswehry z 2017 roku, „ujawnione przez redakcja Spiegla”[10]. W hipotetycznym scenariuszu z dokumentów Bundeswehry, na wskutek upadku Unii Europejskiej, Niemcy będą prowadzić wojnę z kilkoma państwami Europy Środkowo-Wschodniej. Są dwa aspekty chce poruszyć w tej sprawie. Pierwszy, jako komunikat polityczny dla stronnictwa amerykańskiego w Polsce, że Niemcy przypominają, że są i tutaj mają interesy. Amerykanie być może nie zawsze tutaj będą, aby nas ochronić lub aby mieć dalszy wpływ na Niemców. Innym podobnym wydarzeniem jednak już przemawiającymi do świadomości polskiego ducha jest powołanie na ambasadora człowieka, który jest potomkiem sztabowca Hitlera. Dla mnie osobiście pokazuje to, że Niemcy chcą abyśmy zaczęli rozumieć zasady polityki realnej, albo badają czy na nie reagujemy. Niemcy nie będą zmieniać elity politycznej industrialnej, gospodarczej, intelektualnej „tylko, dlatego”, ponieważ dwa pokolenia temu współpracowała z, finansowała Hitlera. Niemcy byli okrutni dla Polski podczas ostatniej wojny, jednak szli z nami na wojnę z potrzeby interesu narodowego w przeszłości. Oznacza to, że nie można automatycznie wykluczyć jakiekolwiek możliwości wojny, szczególnie, jeśli Niemcy zdecydują, że inaczej nie zdołają zabezpieczyć swoich strategicznych interesów. Jest to bardzo ważna wiadomość dla opcji niepodległościowej lub stronnictwa współpracy z mocarstwem morskim. Można powiedzieć, że jest to sygnał, aby Polska elita intelektualna zmieniała tok myślenia z torów „dostrzegania tylko złych aspektów decyzji politycznych i tworzenia, kultywowania sztuki profesjonalnego obrażania się na system, na tory wymyślania koncepcji i rozwiązań, które dadzą rezultat w zapewnieniu bezpieczeństwa i dobrobytu Polski. Również w przypadku pojawiającej się po prawej stronie koncepcji POLEXIT-u. Pytanie:, „co dalej?”. Rzadko było to poruszane w debatach w mediach. Z natury mamy więcej pomysłów na temat tego, o czym częściej myślimy. Wiemy, co się nam nie podoba w Unii Europejskiej (ideologia, pouczanie o wartościach moralności, „praworządności”, przewaga przemysłu i kapitału zagranicznego nad rodzimym etc.) . Natomiast mało słyszałem o tym, co zrobimy po oderwaniu się od UE i świata liberalnego, jeśli chodzi o model społeczny i jak ustosunkujemy się lub przygotujemy się na reakcję państw sąsiednich, np. Niemiec. Padają ogólne stwierdzenia jak wielowektorowa polityka, społeczna nauka kościoła, może konferencja gietrzwałdzka, ale koncepcje wypływające z wizji tych terminów nie są dostatecznie wykrystalizowane na poziomie mentalnym dla większości członków narodu. Powiadają, że „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare[11].

Jedną z rzeczy na temat, których możemy teoretyzować jest negatywna i antagonistyczna reakcja Niemiec na nasze wyjście z Unii pod postacią nawet agresji wojskowej. Hipotetycznie, co by było, jeśli Rosja za 20 lat byłaby zajęta wojskowo na przykład Turcją lub sytuacją na Kaukazie i z Chinami. Stany Zjednoczone dogadałyby się z Rosją lub Niemcami i wycofałyby się z Europy Wschodniej ze względu na zmianę opcji politycznej i jej strategii lub sytuacji finansowej. Niemcy będą miałyby problem z demografią islamską, albo już by się zislamizowały, ale mają wewnętrzny kryzys ekonomiczny, polityczny i wysokie bezrobocie. Dlatego przeszłyby militaryzację i przygotowania do ataku na Polskę, która stopniowo już by się usamodzielniła od niemieckiego łańcucha dostaw, lub dominacji gospodarczej. Załóżmy, że w 2040 roku granicy Polsko-Niemieckiej zostały zgromadzone trzy armie Bundeswehry po 100 000 żołnierzy, jak również Ochotniczy Legion Muzułmański Unii Europejskiej w liczbie, co najmniej 1,5 miliona bojowników zapełniających luki między korpusami armii niemieckiej, działając też, jako ich straż przednia. Dodatkowo do wyprawy na Polskę wybrały się karne bojówki Antify niczym w poprzednim wieku SS w liczbie 70 000 ludzi. Całe towarzystwo hojnie ubogacone przez niemiecki kompleks industrialno-militarny, który funkcjonuje w kraju będącym na koniec 2018 roku czwartym eksporterem broni na świecie.  Jak byśmy się przygotowali na taki atak? Jaki wpływ mają inwestycje niemieckie na Polską armię lub przemysł zbrojeniowy, na możliwość stawienia oporu, jeśli zostanie podjęta decyzja w tym kierunku?

Ile osób mających na ustach lub w myślach Polexit mają taki scenariusz z tyłu głowy?  

Można byłoby się zastanowić, w jaki sposób można byłoby skierować przeciw sobie poszczególne elementy atakującego Polskę żywiołu? Czy można byłoby to zrobić przed inwazją, przez narzędzia propagandowe lub przez odkrycie łańcucha aktywów łączących wysiłek muzułmański na rzecz Niemiec w tym hipotetycznym konflikcie. Na przykład Niemców rzekomo nawróconych na islam, będących imamami i publicznymi figurami, będącymi w istocie agentami niemieckimi lub wykazać, że broń i amunicja w rękach bojówek muzułmańskich ma pochodzenie od policji federalnej lub wojska. Rzecz jasna niemieccy obywatele mogą wierzyć, że te bojówki są po to, aby pacyfikować ich niezadowolenie. Jeżeli zaś nie uda się powtrzymać inwazji to należy pamiętać, że w czasie wojny, kiedy dochodzi do zderzenia się większych formacji wojskowych, niezależnie od stopnia organizacji, chaos zawsze się miesza z ładem w czasie bitwy. Należy tutaj odróżnić duchy, jakie odpowiadają arabsko-islamistycznej mentalności i tej europejskiej. W skrócie technologią sprzed ¾ wieku Europejczycy wymordowali w ciągu 6 lat 50 milionów ludzi. Czy to tylko zostało spowodowane przez nienawiść czy też umiłowanie sprawy poszczególnych stron konfliktów? W umyśle Europejczyka jest wyraźniejszy rozdział pojęcia wojny od pojęcia pokoju. Prawdopodobnie, dlatego że na poziomie teologiczno-doktrynalno-cywilizacyjnym w mentalności Europejczyków jest mniej miejsca na podstęp i nie chodzi o czas wojny, ale o postrzeganie rzeczywistości.  Muzułmanie mają takijję · czyli doktrynę, która pozwala przed otwartym starciem okłamywać przeciwnika (uświęcenie), czy niewiernego. Również termin pokoju znaczy stan, w którym wszyscy ludzie na danym terenie są poddani islamowi. Inaczej niż w dzisiejszej perspektywie naszego kręgu kulturowego pokój nie oznacza tylko po prostu stanu braku widocznej przemocy fizycznej. W praktyce objawia się w to tym, że w świecie islamskim przez ostatnie dwadzieścia lat, czy to przez zjawisko post-zimno wojenne, ochłodzenia lub zamrożenia konfliktów (obniżenia ich intensywności), czy to przez słabą organizację militarną konflikty przedstawiają się w średniej 500 000, 1 000 000 czy maksymalnie 1 500 000 zabitych osób na 10 lat jednego konfliktu. W skrócie na setki wystrzelonych pocisków artyleryjskich, dziesiątki tysięcy wystrzelonych kul i tysiące okrzyków „Allah Akbar”, jak „dobrze pójdzie” będzie kilka set trupów. Natomiast w procesie pokoju w pospolitym znaczeniu tego słowa w Europie mamy do czynienia z łatwiejszym pozostawieniem dawnych uraz w przeszłości. Na przykład Anglicy i Francuzi od 12 wieku mieli kilkaset wojen i tyle razy zawierali pokój. Dziś poszczególne wątki martyrologiczne z historii wojen nie mają pierwszeństwa we wzajemnym odbiorze obydwóch narodów względem siebie. Potrzeba interesu jest po prostu postrzegana, jako podstawa dla konfliktu. W świecie islamu nienawiść i idący za tym brak ufności utwierdza się również w czasie pokoju, a raczej braku wojny nie tylko pomiędzy poszczególnymi grupami, ale i przenika niższe struktury społeczne nawet rodzinę. Stąd plemię i klan (struktura bardziej ekskluzywna) ma pierwszeństwo przed państwem(struktura bardziej inkluzyjna). Przez ten brak zaufania nie tylko nie da się zażegnać przyszłych konfliktów, czy ran przez niezadanych, ale nawet w czasie pokoju trudniej byłoby zbudować coś pozytywnego czy trwałego.

            Skoro na problemy z organizacją i ładem składa się mentalność i kultura to nie znika ona magicznie tylko, dlatego że Niemiec w przyszłej potencjalnej wojnie z Polską będzie dowodził Arabami. Tendencję będzie można przytłumić, ale nie wymazać. Nie chodzi oto, aby lekceważyć element arabski (żadnego wroga najlepiej nie lekceważyć lub przeceniać), tylko, aby opisane procesy wykorzystać w trakcie trwania konfliktu lub przed na szkodę potencjalnych wrogów z korzyścią dla nas. Specjaliści od planowania wojskowego, operacyjnego i stratedzy powinni się choćby zacząć zastanawiać w sferze teoretycznej. Jakby ten konflikt miałby wyglądać. Jak się do niego przygotować?

Intencja w sercu w czasie rozważań powinna być nakierowana na rezultat wygrania wojny i przetrwania wspólnoty, a nie podbicie własnego ego. Tu nie chodzi o promowanie teoryjki żeby rozpętać wojnę i się dobrze poczuć w publicystyce na krótko na rynku rodzimym, albo później ewentualnie na emigracji.

Oczywiście wyżej opisany scenariusz nie jest dzisiaj możliwy z paru powodów. Dzisiaj zarówno Polska jak i Niemcy są członkami NATO gdzie jest główne skrzypce grają mocarstwa morskie mające procentowo ponad połowę wydatków na zbrojenia[12]. Zwiększona liczba środków finansowych przeznaczonych na zbrojenia przez państwa kontynentalnej Europy może skutkować szukaniem, znajdowaniem czy budowaniem alternatyw źródeł bezpieczeństwa i niezależność od głębszej kooperacji transatlantyckiej w zakresie bezpieczeństwa.

Pomimo tego, że USA może nie jest już na tyle silne, aby sprawować hegemonię niekwestionowaną na całym świecie to Niemcy w sytuacji konfrontacji z USA mogą dojść do wniosku, że są zbyt uzależnieni od USA i nie stać ich na bunt. Dzięki czemu Amerykanie będą mogli przeprowadzić swoje rozwiązania i Niemcy się im podporządkują. Zarówno społeczeństwo Polski jak i Niemiec nie będą miały ochoty na wojnę. Pytanie czy całokształt sytuacji, decyzja rządów plus inne czynniki dadzą im wybór. Czy polityka daje wybór, jeśli się jest przedmiotem? Czy wojna daje wybór?  Ważnym spoiwem dla stabilności stosunków polsko-niemieckich jest również Unia Europejska. Powiazania polityczne i gospodarcze na płaszczyźnie organizacji i poza nią nie można utylizować z dnia na dzień. Niemcom nie opłacałoby się fizyczne najechanie Polski jednak, jeśli zwycięży u nas opcja niepodległościowa i nastąpi próba wprowadzenia zmian w systemie dostaw gospodarki niemieckiej na odcinku polskim przez próbę podnoszenia wartości polskiego przemysłu, będzie to sygnał dla Berlina, że inwestycje polskie, stają się źródłem konkurencji. Nawet, jeśli konflikt kinetyczny z Niemcami jest na dzisiaj niemożliwy, to nie należy przyjmować za pewnik, że tak będzie, chociażby za dwadzieścia lat.

Celem tego artykułu jest pobudzenie myśli poszczególnych specjalistów, laików, którzy mieliby za zadanie przygotować nasz kraj na taki scenariusz. Także, żeby zachęcić osoby mające na ustach lub w myślach Polexit, do rozważenia i przedstawienia realnych skutków takiego scenariusza.

 

 



[4] Dla szerszego zapoznania się z tematem polecam film Grzegorz Braun Rewolucja Protestancka

[5] Masowe armię poborowe oświeconych monarchów, coraz częstsze zbrodnie na cywilach pomiędzy państwami chrześcijańskimi od czasów wojen napoleońskich do wojen światowych i coraz większe przyzwolenie na masowy mord mimo „epoki postępującego postępu”😊… albo właśnie, dlatego.

[9] https://www.youtube.com/watch?v=NNUriy9bq-E (dostęp z dnia 30.10.2020)

 

[11] Biblia Mt 13, 52

Logowanie

FAQ

- Do czego służy logowanie?
Umożliwia ono członkom stowarzyszenia na publikowanie artykułów i aktualizowanie danych na stronie
- W jaki sposób uzyskać możliwość publikowania na stronie?
Możliwość publikacji posiadają jedynie członkowie stowarzyszenia, jeśli jesteś zainteresowany dołączeniem do organizacji skontaktuj się z nami.